wtorek, 30 kwietnia 2013

Aviator i nerwica natręctw.

Aviator to film Marina Scorsese przedstawiający sylwetkę Howarda Hughesa (Di Caprio), człowieka który żył marzeniami, ale jednocześnie nie był wolny od ciemnych stron życia. Nerwica natręctw potrafiła zamknąć go w domu na parę miesięcy. 

Howard Hughes panicznie bał się zarazków, kurzu, tworząc wokół siebie kwarantannę. Howard Stern Hughes urodził się w 1905 roku, zmarł w 5 kwietnia 1976. Był konstruktorem lotniczym oraz producentem filmowym. W 1935 roku w swoim samolocie ustanowił rerkord prędkości 567 km/h. Twórca amerykańskich linii TWA, założyciel Insytytu medycznego Howarda Hughesa.



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Między młotem a kowadłem

Taki paradoks u siebie zauważyłem. Ojciec wychowywał mnie tak, że karcił mnie za okazywanie podstawowych ludzkich uczuć. A matka z drugiej strony wpajała we mnie poczucie winy, że tych uczuć nie okazywałem. Być może stąd wziął się u mnie lęk i poczucie winy, które towarzyszą mi przez całe życie.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Kwantowanie życia

Jedną z metod pozbycia się uciążliwych natręctw jest tak zwane KWANTOWANIE ŻYCIA.

Weźmy o to taki przykład. Budzę się w niedzielę o siódmej rano, w myślach analizuję sen. Nie mogę znowu zasnąć, więc ide się odlać. Podciągam spodenki, wracam do łóżka. Ciągle jestem spięty. W myślach powracam do chwili gdy podciągałem spodenki. Uważam, że zrobiłem to zbyt sztywniacko, przykładając za dużą wagę do tego, i przez to jestem teraz taki spięty i nie mogę zasnąć. Poprawianie spodenek przed snem należy do moich rytuałów przed zaśnięciem. Każdy ma takie rytuały, w mniejszym lub większym natężeniu. Ale to jest temat na inny post.

Wracamy do łóżka. A więc leżę i spięty przewijam czas w głowie jakby to było gdybym na luzie poprawił spodenki i teraz bym już zasypiał. Czuję się winny, że przez moje działanie teraz nie mogę zasnąć. Mam ochotę powtórzyć sytuację, wstać poprawić spodenki i się jeszcze raz położyć. I to jest moment gdzie używamy narzędzia KWANTOWANIE ŻYCIA. Otóż należy spojrzeć na sytuację z ZEWNĄTRZ. Wtedy widzę że położyłem się poprzedniego wcześnie i może po prostu nie jestem już śpiący. Poprawianie spodenek nic nie da, bo być może czas wstawać. Więc daję sobie 30 minut na zaśnięcie albo wstaję.

I to jest właśnie KWANT 30 MINUT, czyli odstęp czasu jaki w normalnej sytuacji jest potrzebny, gdy ktoś się obudził i nie może zasnąć. Tak się żyje z natręctwami, a właściwie obok natręctw, które niczym statki z myślami pływają po naszym morzu świadomości. My pozwalamy im pływać, natomiast widzimy rzeczy do nich nadrzędne.

To KWANTOWANIE przenosimy na inne sfery życia. Czyli patrzymy ile czasu powinny zajmować nam poszczególne rzeczy, które w ciągu dnia wykonujemy, i mniej więcej trzymamy się tych kwantów czasu. Zauważymy, że niektóre rzeczy zajmują nam dłużej, bo mamy przy tym natrętne myśli. Więc możemy je skracać. Natomiast zawsze przy tym pamiętajmy, że mamy wolność wyboru. Jeżeli potrzebujemy dłużej nad jakąś rzeczą posiedzieć to siedzimy, nic na siłę, bo czasem czym bardziej będziemy chcieli skrócić i walczyć z natręctwami to tym bardziej one nas zablokują. Więc krok po kroku, czasami nam się uda skrócić, czasami nie. Nie od razu Rzym zbudowano.

sobota, 27 kwietnia 2013

Syllogomania, Compulsive Hoarding, czyli Nadmierne Zbieractwo.

Nawiązując do poprzedniego postu, o powiększaniu swojej pamięci operacyjnej poprzez powiększanie swojej przestrzeni życiowej, doszliśmy do zagdanienia nadmiernego zbieractwa i obawy przed pozbyciem się czegoś nieużytecznego.

Otóż jak sprawdziłem w wikipedii jest nawet na to nazwa "Syllogomania" natomiast angielski odpowiednik jest tutaj lepszy "Compulsive Hoardnig" czyli kompulsywne, nadmierne, zbieractwo.

Temat ten dobrze charakteryzuje odcinek Southpark Insheeption. Jest to gra słów: Insheeption nawiązuje do "Incepcja" film opowiadjący o wnikaniu w głąb swojej psychiki i "Sheep" czyli owce, charakteryzujące zbieractwo:


Cały odcinek można zobaczyć na stronie southparku.

Jak Statki na Niebie.

Czyli ten, kto ma większą pamięć operacyjną tym lepiej radzi sobie z natręctwami.


Wczoraj upilem się wódką, bo od piwa mam nadkwasote. Mieszalem sobie wodke z herbatą, dobra wodkę, Finlandię, dzięki temu rano czułem się ok. Nie mogłem tylko spać, bo łączyłem w głowie pewne fakty. Nie mogłem się doczekać kiedy wstanę, zjem omlet z bekonem, i zabiorę się za pisanie. Oczywiście wszystko już sobie ułożyłem, nawet tytuł "Jak Statki na Niebie". Dobry tytuł powstaje na końcu, więc jeszcze go zweryfukujemy.

Po pierwsze, natknąłem się na bloga "http://nerwica-lekowa.blogspot.com/" jest tam dobry wpis "Jak radzić sobie z nerwicą". Opisuje on sytuację, kiedy znerwicowany człowiek tłumi emocje gdy ktoś sie wpycha przed niego w kolejce. Tłumi emocje, ponieważ się boi albo wstydzi, nie wiadomo. Jest to jedna z przczyn nerwicy natręctw, tłumienie podstawowych ludzkich odruchów, emocji. Może być to na przykład spowodowane tym, że dziecko było terroryzowane przez ojca, który zabraniał mu okazywania emocji. Sam mam w tym doświadczenie, że chrząknięcie czy jakikolwiek ludzki odruch sprawiało, że ojciec wpadał w furię.

No i teraz zgodnie ze schematem te tłumione emocje muszą gdzieś ujść. Często mamy wtedy do czynienia z taką oto sceną, że człowiek tłumi podstawowe emocje, aż w końcu wybuchają one ze zdwojoną siłą, co powoduje zachowanie aspołeczne. Osoba wtedy doznaje ostracyzmu społecznego i utrzymuje się w błędnym przekonaniu, że okazywanie emocji jest złe. Czyli spirala się nakręca.

Druga myśl, która mi przyszła do głowy. Czytałem ostatnio książkę "Sztuczny Mózg" Andrzeja Bullera. Są tam opisane cztery rodzaje ludzkiej pamięci oraz pamięć operacyjna, jako element łączący. Pamięć operacyjna jest jak morze, po którym pływają różne statki. Statki te przewożą różne kontenery zdarzeń z przeszłości. W pamięci operacyjnej analizujemy te zdarzenia, łączymy je z systuacją teraźniejszą, przyszłą i w ten sposób myślimy.

I teraz uwaga stawiam tezę: Ten, kto ma większą pamięć operacyjną tym lepiej radzi sobie z natręctwami. Ponieważ natręctwa to są myśli, które jak statki pływają nam w codziennym morzu świadomości. Jeżeli ktoś posiada małe morze, akwen, to statki z natręctwami będą mu się ledwo mieściły ze statkami z pamięcią z przeszłości, i z obecnymi zdarzeniami, w ten sposób statki natręctwa wyprą ważniejsze statki i osoba będzie zaniedbywała swoje teraźniejsze życie. Natomiast osoba, która ma dużą pamięć operacyjną, ocean, to zmieści wszystkie ważne statki, razem ze statkami z natręctwami. I będzie normalnie funkcjonowała.

Jak zwiększyć pamięć operacyjną? Na przykład poprzez usunięcie za dużej liczby statków z kontenerami pamięci. Czyli sprzątanie, a raczej pozbywanie się balastu. Tylko pamiętajcie, że nie można tego robić na siłę. Trzeba krok po kroku. Jak poznać, że macie za małą pamięć operacyjną? Otóż rozejrzycie się wokół. Jeżeli w swoim mieszkaniu gromadzicie śmieci to znaczy, że na waszym morzu pływają statki że śmieciami. To się nazywa "hoarding" czyli nadmierne zbieractwo. Wtedy osoba czuje lęk przed wyrzuceniem pewnej rzeczy, gdyż może się przydać w przyszłości. Jak już wspomninałem, za feng shui, nasze otoczenie jest ściśle związane z naszym wnętrzem, więc poprzez wyrzucenie śmieci fizycznych tym samym pozbywamy się balastu emocjonalnego.

Na koniec sytuacja, która naprowadziła mnie do stworzenia powyższej tezy. Wymiana mailowa z klientem. Wymiana mailowa to dobry temat do analizy, ponieważ o sobie uczymy się poprzez intereakcję z innymi ludźmi, rozmowa jest zbyt szybka, natomiast wymiana mailowa daje czas na przemyślenia. A więc, rozmawiam mailowo z klientem, dobijamy targu, i nagle pojawia mi się w głowie pewna myśl, natomiast nie jestem pewien czy ją wyrazić w rozmowie. Więc ta myśl zostaje jakby zawieszona, do użycia bądź nie. Także jest właśnie takim statkiem, który mi pływa po pamięci operacyjnej. A jednocześnie ja koncentruję się na ważniejszych elemantach rozmowy, trałowcach z porządnym ładunkiem zamówienia. Czy ta myśl jest tłumioną emocją, której boję się wypowiedzieć? Nie wiem.

Dobrnęliśmy do końca wpisu i należy zwerfikować tytuł, myślę, że dodam podtytuł " Ten, kto ma większą pamięć operacyjną tym lepiej radzi sobie z natręctwami.". I przepraszam jeżeli komuś uruchomiłem w głowie De mono "Jak statki na niebie:)" W ogóle popieprzona ta piosenka "Widzę twoje kapelusze jak statki na niebie?" Powinni ją wykorzystać w reklamie alior banku ;)

sobota, 20 kwietnia 2013

Skąd się bierze przesadne poprawianie.

opublikowane w Schematy Działania

Dzisiaj uświadomiłem sobie, że moje natręctwa czynnościowe układanie czegoś, dokładne precyzyjne, przestawianie przedmiotów, są wynikiem moich myśli. (Stąd pewnie bierze się feng shui, poprzez analogię, że to jak ustawimy świat wokół nas to przejdzie do naszego wewnętrznego sposobu myślenia.) Przesadne roztrząsanie spraw w umyśle, głębokie analizowanie mało istotnych rzeczy sprawia, że i na zewnątrz zaczynam układać ubranie na krześle, zaczynam dociskać otwarte szafki, aż do bólu.

Życie z natręctwami.

Ostatnio zostałem zapytany (na chacie Onetu, na który serdecznie zapraszam, pokój nerwica natręctw) o to czy ja się wyleczyłem z natręctw? Otóż ja się nauczyłem żyć z natręctwami, są one częścią mnie. Tak jak Russel Crowe w filmie Piękny Umysł żyje ze swoimi halucynacjami.

Dam wam taki przykład. Moja matka rozeszła się z ojcem, a winą za to obarczyli mnie. Co jest oczywiście nonsensem. Do tej pory przyjeżdża do mnie i opowiada, jaki to ojciec jest zły. To jest jej sprawa i nie powinna mnie tym obarczać, ale jest mi jej szkoda, więc jej słucham. Dzisiaj zadzwoniła do mnie i powiedziała, że znowu przyjedzie, więc krótko odpowiedziałem -nie. Po czym zaczęło mnie męczyć duże poczucie winy i w głowie leciała mi myśl, że powinienem był powiedzieć kulturalniej, w głowie leciała mi myśl „Przykro mi, ale dziś podziękuję” „Przykro mi, ale dziś podziękuję”.

Wiedziałem, że to jest irracjonalne, bo miałem prawo odmówić i zająć się swoimi rzeczami. Ale poczucie winy i myśl powracała. W takich wypadkach dziesięć lat temu zaciąłbym się i skoncentrował na bezsensownym roztrząsaniu tematu czy postąpiłem dobrze czy źle. W myślach roztrząsałbym temat z przesadną dokładnością, analizując wszystkie za i przeciw, a na zewnątrz miałoby to odzwierciedlenie w moim działaniu, czyli na przykład siedziałbym pół godziny przed talerzem i układał widelec i nóż. W ten sposób straciłbym cały ranek, a następnie dzień. Na bezsensownym roztrząsaniu.

Natomiast dzisiaj nauczyłem się żyć z natręctwami, więc zjadłem śniadanie, w głowie cały czas mi leciało „Przykro mi, ale dziś podziękuję” „Przykro mi, ale dziś podziękuję”. Natomiast nie pozwalałem żeby ta myśl mnie wkręciła. Następnie zająłem się prysznicem, pracą. Załatwiłem sprawę faktury z moim operatorem komórkowym, a w głowie mi leciało cały czas „Przykro mi, ale dziś podziękuję” „Przykro mi, ale dziś podziękuję”. Nie mówię, że to jest łatwe, bo kurwesko trudno się przy tym skoncentrować.

Na koniec należy odpowiedzieć na pytanie, kiedy taka pojawiająca się myśl jest natręctwem, a kiedy wyrzutem sumienia. Otóż chodzi tutaj o granice. Jeżeli ktoś postąpi źle, ukradnie, zrobi komuś krzywdę, to taka myśl będzie jego wyrzutem sumienia, i to jest rzeczą naturalną. Natomiast, jeżeli komuś odmówiliśmy, bo na nas naciskał i teraz czujemy poczucie winy, że ta osoba może być smutna to jest to reakcja absolutnie przesadzona. Więc tak oto żyje się z nerwicą natręctw, będąc cały czas świadomym, że moje odczucia są wyjaskrawione i niewspółmierne do rzeczywistości.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Tłumienie

Ostatnio w czasie rozmów o nerwicy natręctw dużo słyszę o tłumieniu. O tak zwanym „tłumieniu natręctw” żeby łatwiej było funkcjonować. Nawet ktoś mnie zapytał „Jak tłumić natręctwa?” Zawsze wtedy odpowiadam, że jest to niemożliwe. Jeżeli coś tłumimy to znaczy, że i tak to z nas wychodzi. Zresztą taka jest etymologia słowa „tłumienie”, na przykład tłumik samochodowy służy tłumieniu dźwięku, ale zawsze powietrze wychodzi w takiej samej objętości.

Dzisiaj oglądając film Policja Zastępcza „The Other Guys” zobaczyłem scenę, w której siedzi dwóch policjantów gryzipiórków naprzeciw siebie, na komendzie, i jeden wkurwia się na drugiego za to, że ten sobie podśpiewuje. Na to ten, który sobie podśpiewuje,odpowiada mu „Jeżeli chcesz żebym tłumił emocje to tego nie zrobię.”

I bach! Zaraz mi się przypomniała scena jak miałem pięć lat leżałem w łóżku z rodzicami i bawiłem się samochodem z klocków. I chrząknąłem, i tata powiedział mi żebym nie chrząkał. Jeszcze raz chrząknąłem i tata wziął mój samochód i rozpierdolił o ścianę. Tylko, że ja wtedy nie powiedziałem mu „Jeżeli chcesz żebym tłumił emocje to tego nie zrobię”. Tylko je stłumiłem, starałem się nie chrząkać, nie kichać, kontrolować się.

Czyli mamy tłumienie. No a teraz zgodnie z funkcją tłumika gdzieś te emocje muszą wyjść, pompują się jak balon, aż w końcu ciało nie wytrzymuje i emocje zaczynają wychodzić wszystkimi porami, domagając się swoich praw do okazywania. Jednymi z takich katalizatorów są wtedy natręctwa.