sobota, 25 maja 2013

Myślenie Magiczne

kości_do_gry
kości do gry Ⓒ
Wyrzucilem pięć szóstek kośćmi do gry, w trzech rzutach. To coś znaczy. Coś dobrego. Czekam, aż ta dobra rzecz się wydarzy. Na razie nie rzucam, choć kości stoją na stole i kuszą żeby się pobawić. 

Ale jestem twardy, nie chcę zapeszyć. Szczególnie, że przede mną parę ważniejszych decyzji, więc chcę żeby te szóstki nałożyły się na te decyzje. Dopiero po ich podjęciu rzucę znowu kośćmi.

Boję się, że pisząc to zapeszę. Zdradzę. Ale chęć analizy jest silniejsza. Coś jest w myśleniu magicznym związanego z natręctwami. Pisałem już o zaklinaniu. O tym, że zaklęcia na stałe wpisały się w nasze życie, pod nazwą chociażby kosmosu czy Oceanu Spokojnego. Ale my natrętowcy używam zaklęć częściej niż inni. 

pojemnik_na_kości
Pojemnik na kości Ⓒ
Może to, dlatego że miałem zdewociałą babcię, która bała się godziny 22:22. Może jestem głupi, a czym więcej wiem, tym mniej używam zaklęć. Moje kości są święte, trzymam je w pojemniku, który przywiozłem z Peru. Większe liczby są fajniejsze, więcej znaczy lepiej. Suma oczek pięciu kości daje 30. Rzut powyżej 15 jest dobry. Poniżej jest zły.

Ale wyjściowy jest strach. Lęk, to, że jesteśmy sami na świecie, że musimy się sami bronić. Strach tak straszny że boimy się o nim myśleć. Chcemy wiedzieć, że będzie dobrze. Chemy mieć jakieś zapewnienie. Dzielimy świat na dwa, na pozytywne rzeczy i negatywne. Szukamy tych pozytywnych, chcemy widzieć, czuć, dotykać tylko pozytywnych rzeczy. Bo negatywne nas wciągają w depresje. Już nie widzimy świata realnego, tylko patrzymy na pozytywy, tylko one nas trzymają przy życiu, od nich się uzależniamy, od ładnych obrazków. Staramy się skupiać na pozytywach i wariujemy.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież wszyscy dokoła mówią nam, że należy myśleć pozytywnie, że ta szklanka jest w połowie pełna! Jak zwykle kłania się tutaj umiar, złoty środek, Aurea mediocritas. Człowiek na szubienicy nie może mieć nadziei, że przeżyje. Może mieć nadzieję, że dobrze zakończy to życie. Dlatego nadzieję należy mieć, ale nadzieja nadużywana jest nazywana matką głupich. 


czwartek, 16 maja 2013

Powtarzanie wyrazów

Dzisiaj piszę sobie na chacie w temacie "Jakich mężczyzn poszukują kobiety?". Piszę "Takich, który postawi im dziecko i popilnuje aż urośnie" Dodaję duży uśmiech na końcu. I zrobiła się cisza. Ktoś pisze "No i cisza zapadła". Więc ja piszę "Mówię prawdę, więc brakuje kontrargumentów" ze znaczkiem oczka na końcu.

I gdy to piszę coś mi mówi w głowie: Napisz Mówię prawdę, więc nie ma dyskusji. Będzie to lżejsze, śmieszniejsze. Natomiast ja piszę dalej "kontraargumentów" ponieważ ostatnio jestem odważniejszy i mózg mi mówi, że są to zdania bliskoznaczne.

Po napisaniu zdania. W głowie mi cały czas siedzi, że lepiej byloby napisać "Mówię prawdę, więc nie ma dyskusji" ze znakiem oczka na końcu. Mam ochotę powtórzyć słowo dyskusja "nie ma dyskusji".

I wtedy sobie przypomniałem, że jednym z pierszych moich natręctw było powtarzanie wyrazów. Potrafiłem na przykład złożyć całkiem nowe zdanie żeby użyć wyrazu, który chciałem powtórzyć. Żeby nie wyglądało to głupio, że powtarzam pod rząd ten sam wyraz.

Teraz wydaje mi się, że wynikało to z tego, że byłem ignorowany i nie wierzyłem, że to co powiedziałem mogło do kogoś nie dotrzeć. I dlatego powtarzałem. W tym wypadku rozmowy na chacie być może bałem się, że to co mówię nie jest prawdą, dlatego chciałem to jeszcze raz przypieczętować, albo usłyszeć, że ktoś mówi, że tak, to prawda.

Być może to wynika z moich kompleksów. W dzieciństwie byłem niedoceniany i olany przez ojca, przez to szukałem poklasku u innych kumpli. Czułem się niedowartościowany. Dlatego też dużo mówiłem żeby zwrócić na siebie uwagę.

Jeszcze rok temu pisząc to zdanie na czacie zatrzymałbym się i po dłuższym przemyśleniu napisałbym "Mówię prawdę, więc nie ma dyskusji" z oczkiem na końcu i miałbym poczucie, że napisałem doskonałe zdanie pasujące do sytuacji. I czułbym się dowartościowany. Albo nic bym nie napisał. Ale wtedy nie przypomniałbym sobie tego, co teraz wam piszę.

Ostatnio wrzuciłem drugi bieg i postanowiłem jeszcze raz się zmierzyć ze światem, więc jadę bardziej spontanicznie. I zaobserowałem, że natręctwa się cofają. Zaczynam chcieć nagle powtarzać słowa i zdania, zaczynam dużo gadać. Tak jak w dziecinstwie, kiedy opuścił mnie ojciec i chciałem zwrócić na siebie uwagę. Tylko wtedy jak dużo gadałem i powtarzałem wyrazy to się ze mnie śmiali i tym bardziej czułem się niedowartościowany. Więc starałem się to zmienić i ukryć natręctwa przez nadmierne analizowanie tego, co powiem, jak powiem, żeby dobrze wypaść. Czyli w ten sposób jeszcze bardziej zaogniłem ranę. Gdy zatkałem ten wypust, stłumiłem, to energia wychodziła w inny sposób, zaczynałem się zachowywać aspołecznie. A ludzie karcili mnie za takie zachowania, bo nie rozumieli, że to jest wypust energii w złym miejscu, dlatego że stłumiłem moje naturalne zachowania, spowodowane kompleksami i niedowartościowaniem.

Więc sam znalazłem ten zawór i go odblokowałem. Nie wiem jak to się stało. Może po prostu miałem szczęście. Pamiętajmy, że mam ponad trzydziestkę, więc trochę to zajęło. Teraz widzę jak natręctwa się cofają do tych pierwszych. Gadam dużo, powtarzam wyrazy, a jeżeli ktoś się śmieje to pokazuje mu palec. 



środa, 15 maja 2013

Nerwica to CZŁOWIEK w pigułce

Zaklinanie jest jeszcze jednym przykładem tego, że nerwicowcy odzwierciedlają w soczewce naturę człowieka. Ludzie zaklinali od wieków. >>> Czytajcie w zakładce SCHEMATY DZIAŁANIA Nerwica Natręctw a Zaklinanie.

Polska to nie Jamajka i palić trzeba.

Znalazłem ciekawą stronę www.szaffer.pl. Koleś żył z nerwicą, zrobił stronę i wydał książkę. Parę rzeczy mi się spodobało. Po pierwsze prosty język, chociaż "Moja historia" jest dobra na początku, a potem zaczyna nudzić. I jeszcze zapamiętałem cytat z Johna Wayne "Courage is being scared to death – but saddling up anyway" Co znaczy w wolnym przekładzie, że boisz się czegoś jak kurwa mać, ale mimo tego ujeżdżasz to. 

W pierwszym zdaniu Szaffer pisze, że pierwszego ataku paniki dostał po zapaleniu marihuany. I nie była to trawa, jaką jarali hipisi, tylko ktoś przywiózł prawdziwy stuff z zagranicy. Zmusza się mnie to do refleksji na temat tej wszechużytecznej rośliny i być może obrony jej przed mylnym wnioskiem czytelników, że po marihuanie autor dostał nerwicy. Otóż pamiętajmy przede wszystkim, że marihuana wyostrza zmysły, człowiek po joincie jest sobą do kwadratu, więc skoro Szaffer miał tendencje do paniki to jasnym jest, że po zapaleniu te tendencje się wyostrzyły. Równie dobrze mogło go to spotkać po jakimkolwiek zdarzeniu wywołującym silny wstrząs emocjonalny, zresztą jak później sam pisze, drugiego ataku dostał po topieniu się w morzu.

Przeciwnicy marihuany będą wam ukazywali same złe strony. Są przez to niewiarygodni, bo skoro marihuana jest tak zła to dlaczego ludzie po nią sięgają? Otóż sięgają z jednego prostego powodu, po marihuanie człowiek czuje się dobrze. Jest rozluźniony, gadatliwy i ma ochotę coś zjeść. Po zapaleniu marihuany mamy inne spojrzenie na zewnątrz jak i wewnątrz siebie, dzięki temu widzimy siebie z dystansu i widzimu też swoje dawne wspomnienia.

Marihuana oczywiście może wywołać paranoje, przyspieszone bicie serca, szczególnie u paranoika, chorego na nerwice, ale jeżeli ktoś zna marihuanę, potrafi żyć obok swoich paranoicznych myśli, to nie da się wciągnąć tylko będzie patrzył z boku. Człowiek, który potrafi się opanować, ma władzę nad swoim życiem, będzie czerpał z marihuany same pozytywne rzeczy.

To jest oczywiście sytuacja idealna. Bo jak wiemy nie wszyscy potrafią się opanować, nie wszyscy są bezproblemowi. I tylu ilu jest ludzi tyle jest rodzajów zachowań po marihuanie. Faktem jest natomiast, że nie odnotowano zgonu, ani przedawkowania marihuany. W najgorszym przypadku można zblednąć i się pożygać. 

Minusem marihuany jest paradoksalnie jej plus, człowiek czuje się dobrze, jest zadowolony z siebie. Przy częstym paleniu wpadamy w stagnację i w naszym życiu nie zachodzą zmiany. Jest to spowodowane tym, że nie odczuwamy negatywnych uczuć, a one często są znakiem, że należy coś zmienić. Pewnie, dlatego marihuana jest zakazana w Polsce. Gdyby wszystkie dzieci Tuska się wyluzowały i przestały pracować to, kto by napilł w kominku? A Polska to nie Jamajka i palić trzeba.




środa, 8 maja 2013

Rytuały

Nerwica natręctw jest bardzo blisko życia, możemy o kims mówić, że jest natrętem, chociaż nie ma zdiagnozowanej nerwicy natręctw. Ta sama analogia dotyczy rytuałów. 
studniówka czerwone majtki
Symbolika Studniówki początek przejścia w dojrzały wiek.

Rytuał to zespół symbolicznych sekwencji sformalizowanych czynów i wypowiedzi. Rytuały występują w życiu codziennym, w kulturze, w religii, jak na przykład chrzest, przyjęcie komunii, są też rytuały świeckie, jak matura, symbolizująca przejście w stan dojrzałości.


Jak pisze Freud "Przekroczenie lub niedopełnienie rytuału wywołuje lęk, jakby samo zejście z tej magicznej drogi stanowiło przestępstwo." Wszyststkie rytuały służą tłumieniu tego lęku, który wiąże się z zetknięciem się człowieka z nieznanym. Według badań, niemowlęta, które wychowują się w zrytualizowanym środowisku domowym, harmonijnym powtarzanym schemacie dnia, karmienie, spanie o tej samej porze, są spokojniejsze niż niemowlęta wychowane w chaosie.

U osób znerwicowanych o silnym natężeniu lęku rytuały, czynności rytualne, pojawią się w ciągu dnia, przy wykonywaniu czynności, przy których większość osób rytuałów nie odprawia, albo odprawia w mniejszym natężeniu. Przykładem może być pójście spać. W katolicyzmie przed zaśnięciem odmawia się pacierz. Osoba z nerwicą natręctw potrafi odprawić całą litanię czynności iracjonalnych, będących swoistą prywatną religią, zanim zaśnie. Wiąże się to ze schematycznym rozcieleniem łóżka, umyciem się, gdzie niejednokrotnie magiczną liczbę stanowi cyfra 3 (trzy razy zgaszenie światła, trzy razy powtórzenie czynności). Ta sama rzeczy dotyczy schematów i rytuałów przed przystąpieniem do posiłku.