czwartek, 16 maja 2013

Powtarzanie wyrazów

Dzisiaj piszę sobie na chacie w temacie "Jakich mężczyzn poszukują kobiety?". Piszę "Takich, który postawi im dziecko i popilnuje aż urośnie" Dodaję duży uśmiech na końcu. I zrobiła się cisza. Ktoś pisze "No i cisza zapadła". Więc ja piszę "Mówię prawdę, więc brakuje kontrargumentów" ze znaczkiem oczka na końcu.

I gdy to piszę coś mi mówi w głowie: Napisz Mówię prawdę, więc nie ma dyskusji. Będzie to lżejsze, śmieszniejsze. Natomiast ja piszę dalej "kontraargumentów" ponieważ ostatnio jestem odważniejszy i mózg mi mówi, że są to zdania bliskoznaczne.

Po napisaniu zdania. W głowie mi cały czas siedzi, że lepiej byloby napisać "Mówię prawdę, więc nie ma dyskusji" ze znakiem oczka na końcu. Mam ochotę powtórzyć słowo dyskusja "nie ma dyskusji".

I wtedy sobie przypomniałem, że jednym z pierszych moich natręctw było powtarzanie wyrazów. Potrafiłem na przykład złożyć całkiem nowe zdanie żeby użyć wyrazu, który chciałem powtórzyć. Żeby nie wyglądało to głupio, że powtarzam pod rząd ten sam wyraz.

Teraz wydaje mi się, że wynikało to z tego, że byłem ignorowany i nie wierzyłem, że to co powiedziałem mogło do kogoś nie dotrzeć. I dlatego powtarzałem. W tym wypadku rozmowy na chacie być może bałem się, że to co mówię nie jest prawdą, dlatego chciałem to jeszcze raz przypieczętować, albo usłyszeć, że ktoś mówi, że tak, to prawda.

Być może to wynika z moich kompleksów. W dzieciństwie byłem niedoceniany i olany przez ojca, przez to szukałem poklasku u innych kumpli. Czułem się niedowartościowany. Dlatego też dużo mówiłem żeby zwrócić na siebie uwagę.

Jeszcze rok temu pisząc to zdanie na czacie zatrzymałbym się i po dłuższym przemyśleniu napisałbym "Mówię prawdę, więc nie ma dyskusji" z oczkiem na końcu i miałbym poczucie, że napisałem doskonałe zdanie pasujące do sytuacji. I czułbym się dowartościowany. Albo nic bym nie napisał. Ale wtedy nie przypomniałbym sobie tego, co teraz wam piszę.

Ostatnio wrzuciłem drugi bieg i postanowiłem jeszcze raz się zmierzyć ze światem, więc jadę bardziej spontanicznie. I zaobserowałem, że natręctwa się cofają. Zaczynam chcieć nagle powtarzać słowa i zdania, zaczynam dużo gadać. Tak jak w dziecinstwie, kiedy opuścił mnie ojciec i chciałem zwrócić na siebie uwagę. Tylko wtedy jak dużo gadałem i powtarzałem wyrazy to się ze mnie śmiali i tym bardziej czułem się niedowartościowany. Więc starałem się to zmienić i ukryć natręctwa przez nadmierne analizowanie tego, co powiem, jak powiem, żeby dobrze wypaść. Czyli w ten sposób jeszcze bardziej zaogniłem ranę. Gdy zatkałem ten wypust, stłumiłem, to energia wychodziła w inny sposób, zaczynałem się zachowywać aspołecznie. A ludzie karcili mnie za takie zachowania, bo nie rozumieli, że to jest wypust energii w złym miejscu, dlatego że stłumiłem moje naturalne zachowania, spowodowane kompleksami i niedowartościowaniem.

Więc sam znalazłem ten zawór i go odblokowałem. Nie wiem jak to się stało. Może po prostu miałem szczęście. Pamiętajmy, że mam ponad trzydziestkę, więc trochę to zajęło. Teraz widzę jak natręctwa się cofają do tych pierwszych. Gadam dużo, powtarzam wyrazy, a jeżeli ktoś się śmieje to pokazuje mu palec. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz